_

wtorek, 1 maja 2012

15 minut gameplay'u ze Sturmwinda!

 
Zdążyliście pewnie zauważyć, że spory odsetek wpisów na blogu jest poświęcony najnowszej grze na DC o tytule Sturmwind. Chyba jednak rozumiecie, dlaczego? Tytuł naprawdę skosi całą konkurencję na swojej drodze, łącznie z Ikarugą i Under Defeat. Tak, nie boję się tego mówić wprost. Jestem wręcz zaskoczony jakością gry spod dłuta zaledwie dwóch mężczyzn w średnim wieku. Liczba etapów, przewidziana na poziomie dwudziestu (!), podobna liczba nietypowych i oryginalnych bossów, niesamowita, jak na możliwości czternastoletniej konsoli, oprawa graficzna - wszystkie te elementy sprawiają, że na Sturmwinda każdy czeka z niecierpliwością, zagryzając w międzyczasie paznokcie. Wszystko to także pozwala na nieskończenie długie oglądanie co rusz napływających z różnych zakątków Europy filmów pokazujących grę właściwą. Można podziwiać je do woli, nie czując znużenia. Dla przykładu, wczoraj redaktor ze strony neXgam upublicznił piętnastominutowy gameplay. Pan jest w szoku, pani jest w szoku... Oczywiście ja również. Idźcie po zimne piwko (opcja dla niepełnoletnich - mrożona herbata), aby w ten zapowiadający się niesamowicie dzień usiąść wygodnie przed monitorem swojego komputera, a następnie obejrzeć pierwszy test ze Sturmwinda, obejmujący kwadrans z rozgrywki. By go ujrzeć, najpierw jednak należy nacisnąć magiczny odnośnik 'Czytaj dalej...' u dołu posta. Zapraszam.


Oczywiście oglądając wyżej zaczepiony filmik, nie sposób nie zachwycić się niesamowitą grafiką. Wybuchy i tła są chyba najładniejszymi, jakie dane mi było zobaczyć w ciągu całej mojej przygody z Dreamcastem. A przecież obejmuje ona niezliczone godziny z dziesiątkami komercyjnych gier, a nie tam z jakimiś marnymi gierkami homebrew. Sturmwind przeczy tezie, że aby wykonać porządny tytuł, należy mieć wsparcie ogromnego wydawcy, spory nakład finansowy i wiele rąk do pracy w zanadrzu. Biorąc pod uwagę jedynie piętnastominutowe wideo, wrażenie wywarły na mnie efekty specjalne, zwłaszcza te odgrywane w tle. Zorze polarne, 'rzeki' meteorów, mijane z zawrotną prędkością gwiazdy... Gdybym był developerem i miał w team'ie dwa wolne miejsca, od razu napisałbym do Rolanda Grafa i jego brata, Johannesa z zapytaniem o pracę. 

Gra pokazuje soczystego 'faka' ku wielkim koncernom, śmiejąc się w twarz z EA czy Activision Blizzard. W tym biznesie liczą się chęci i sporo wolnego czasu. Tylko tak można osiągnąć sukces. Rozbijajcie już powoli swoje świnki-skarbonki i zamawiajcie preorder. Jestem przekonany, że w związku z nadsyłaniem wersji presskit mediom, już niebawem, najdalej w ciągu dwóch miesięcy, Sturmwind pojawi się w sprzedaży.

PS: Spokojnie, gdy tylko dojdzie do mnie paczka z Niemiec, biorę wolne od pracy i ruszam na spotkanie z przygodą. Przygodą, która znajdzie się na jednej, niepozornej płytce CD, a której tytułem będzie słówko Sturmwind. Już teraz wiem, że przepadnę.

2 komentarze:

  1. świetnie się prezentuje!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki takim grom Dreamcast nie przepadnie

    OdpowiedzUsuń