_

piątek, 24 lutego 2012

Czy JSR na PSN/XLA odniesie sukces?


Wypad w góry na kilka dni pozwolił mi naładować baterie i dodał sporo sił, aby dalej pracować, chodzić do szkoły i spełniać inne obowiązki młodego człowieka. Spowodował też, że nabrałem chęci do pisania - czy to rozwijających się w mojej głowie recenzji, czy też po prostu zwykłych wpisów, taki jak choćby ten niniejszy, który właśnie czytacie. A będzie o Jet Set Radio, wg mnie najlepszej grze na Dreamcasta (wiem, powtarzam się), mającej pojawić się niebawem w sieciowych usługach konsol PlayStation 3 i Xbox 360.



Przed niemal dwunastoma laty produkcja team'u Smilebit spotkała się z bardzo dobrymi ocenami. Same dziewiątki, kilka maksymalnych not - recenzenci byli zachwyceni. Ściślej mówiąc, ogromne wrażenie robiła na nich grafika wykonana w technice cel-shading, świetna muzyka, za którą stał m.in. Hideki Nagamura czy nawet Jurrasic 5 (!), a także wymagający tryb Story, który przyciągał do pada na dłuuuugie godziny. Również Gracze przychylnie podeszli do tej jedynej w swoim rodzaju gry. Ba, stała się ulubioną wielu posiadaczy Dreamcasta i była jednym z wielu powodów do jego zakupu w 2000 roku.

Teraz mamy jednak początek 2012 roku, a o przygodach Beat'a i spółki świat prawie zapomniał. Najlepiej sprzedającymi się grami są te z gatunku strzelanin FPP lub sieciowych RPG, a do kieszeni można wsadzić platformy oferujące o wiele, wiele większą moc, niż ostatnia konsola Niebieskich (iPhone, PS Vita...). Słowem - branża zmieniła się nie do poznania. Czy w związku z tym jest w niej miejsce dla hitu sprzed lat? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta.

Z jednej strony wiemy, że popyt na klasyki jest. Gracze z chęcią odświeżają sobie gry, na których się wychowali... co bezwstydnie wykorzystują wydawcy gier, z Segą na przodzie. Niecny plan korporacji zakłada regularne przypominanie posiadaczom Xboxów i PeeSTrójek tytułów, które dawno, bardzo dawno temu były znakiem rozpoznawczym ich ostatniej konsoli. Jak dotąd ujrzeliśmy cztery gry z DeCeka, na których czele stoi dumnie Sonic Adventure. To grono powiększy niedługo House of the Dead 2, a jak zakładam, w kolejce czekają następne pozycje. Oczywiście, wszystko rozchodzi się o pieniądze. W czasach, gdy Sega nie radzi sobie najlepiej na rynku software (powiedzmy sobie szczerze - nie jest już jednym z dominujących wydawców, jak to było ponad dekadę i dwie dekady temu), firma musi chwytać się czego tylko można. U konkurencji pomysł został przyjęty naprawdę bardzo dobrze. Co mam na myśli? Sony, naturalnie. God of War Collection, Ico Collection, Sly Raccoon Collection... Półki sklepowe rychło ugną się pod naporem gier, które w tej chwili są uznawane za najlepsze na PlayStation 2 i PSP. A skoro Sony może sprzedać swoje stare produkcje po raz kolejny i zarobić na tym samym wielkie pieniądze, to dlaczego Sega ma być gorsza? Wszak ma w zanadrzu dużą liczbę znanych i lubianych gier ze swoich dawnych konsol, po które można sięgnąć w każdym momencie i które znajdą nabywców. Musi zostać spełniony jednak jeden, arcyważny warunek.

Wybrana gra musi przynajmniej zostać wierna oryginałowi w stu procentach! Tu nie ma prawa na wycięcie elementów jakże charakterystycznych dla pierwowzoru (vide utwory Offspring w Crazy Taxi na XLA). Bo wtedy Gracze wydadzą swoją ciężko zarobioną forsę na inne produkcje. A tego Niebiescy na pewno nie chcą.

Nie wątpię w to, że Jet Set Radio sprzeda się bardzo ładnie i przyniesie wiele korzyści finansowych matczynej firmie. Po przykładzie Ikarugi doskonale widać, że Gracze ciągle pragną klasycznych produkcji z DC w wysokiej rozdzielczości. Módlmy się jednak za to, aby gra zawierała wszystko to, co widzieli w 2000 roku posiadacze Dreamcasta na ekranie swoich CRTków. Wtedy wszyscy przekonają się o tym, jak bardzo zaawansowaną konsolą był Makaron i jak bardzo gry wydane na niego wyprzedziły swoje czasy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz