_

wtorek, 8 lutego 2011

River City Ransom również na naszym DC! [AKTUALIZACJA]


W potężnym serwisie Dreamcast.es parę dni temu Indiket przypomniał wszystkim o darmowej grze na naszą konsolkę z gatunku bijatyk chodzonych. Skoro więc na scenie ostatnio dzieje się względnie mało, warto poruszyć jej temat również na World of Dreamcast.

[EDIT] Obiecany wcześniej test gry już jest, zapraszam serdecznie do lektury!

Gra jest w zasadzie przeróbką Beats of Rage - pierwszej pozycji od pracowników Senile Team, która do dzisiaj cieszy się sporą popularnością pośród Graczy na całym świecie. Głównym sprawcą takiego stanu rzeczy jest fakt, że twórcy tuż po wydaniu swojego dziecka (a przypominam, że był to rok 2004!) udostępnili szerokiej publiczności narzędzia do tworzenia własnych modyfikacji gry, dzięki którym przy odrobinie chęci każdy mógł dodać nowe plansze i postaci. Początkowo zmianom ulegały najprostsze elementy BoRa, z czasem jednak ambitni Gracze zaczęli eksperymentować, przez co późniejsze twory zostawiały tylko i wyłącznie szkielet pierwowzoru. W zasadzie były to zupełnie nowe gry - doczekaliśmy się doskonałego portu Golden Axe'a, w planach nawet był Metal Slug, jednak ten ostatecznie nie został dokończony przez autora.

Na całe szczęście dokończony został inny projekt o nazwie Ryuko No Ken Nekketsu. Jest to nic innego, jak wierne przeniesienie na DC kultowej serii River City Ransom z NESa (lub jak kto woli - Pegasusa). Oto jak wyglądał oryginał:



W grze jest sporo zabawy. Czekają na nas aż cztery tryby gry, aż dziewięćdziesiąt dziewięć plansz, kilka grywalnych postaci, każda oczywiście z odmiennym wachlarzem ciosów. Wszyscy bohaterowie gry są inspirowani wojownikami ze starych tytułów od SNK oraz naturalnie Technos'u! Poniżej możecie zobaczyć, jak wygląda odnowiona kultowa bijatyka chodzona - grafika jest dużo lepsza (są animowane tła!), mimo to został ewidentnie zachowany klimat pierwowzoru.



To jak, gramy? Ja właśnie zassałem gotowy obraz płyty, który tylko czeka na wypalenie. Po powrocie do domu zabieram się za testowanie - bo gra wygląda naprawdę apetycznie i na pewno będzie doskonałą odskocznią od dojrzałego MSRa, w którego obecnie gram najwięcej. 

[EDIT]  Tak jak obiecałem przed paroma godzinami, udało mi się przetestować Ryuko No Ken Nekketsu. Gra brzmi i wygląda dokładnie jak na NESie. Największą wadą są zwolnienia animacji, które pojawiają się zazwyczaj po pokonaniu bossa. W trakcie normalnej rozgrywki tego nie uświadczyłem (nawet gdy na ekranie jest obecnych dziesięciu wrogów). Tyle w kwestii technikaliów. Jeżeli chodzi o system walki oraz sterowanie - Gracz w mig poznaje zasady i prędko zapamiętuje klawiszologię. Pod 'A' mamy uderzenie ręką, 'Y' odpowiada za mocniejsze kopnięcie, a 'B' używamy do skoku. Słowem - standard, który nie ma prawa nikogo zaskoczyć. Ciosy można w pewien ograniczony sposób łączyć ze sobą, co daje lepszy efekt.

Na początku do wyboru mamy dwie postaci. Jedna z nich to niemal żywcem wzięty z serii Street Fighter Ken, który ma nawet charakterystyczny dla siebie cios specjalny. Podczas zabawy nie brakuje znanych z kultowych bijatyk chodzonych patentów typu rozwalanie stołów czy podnoszenie różnych broni podwyższających atak (jest łańcuch, jest również obustronny topór!). Na końcu każdego etapu czeka boss, każdy oczywiście spróbuje nas pokonać w innych sposób. Jeden ma koszmarnie szybkie kopniaki, drugi natomiast stara się przejechać Gracza wózkiem widłowym. Nuda? Tu praktycznie nie ma takiego słowa. Każdy etap (wierząc twórcom jest ich aż 99!) zaskakuje czymś nowym.

W trakcie zabawy napotkamy wiele rodzajów przeciwników - do pokonania są okoliczni dresiarze, panie z pejczami, podstarzali nauczyciele sztuk walki, w dalszej części gry natomiast na naszą drogę wjeżdżają szaleni motocykliści oraz wbiegają psy gończe (oczywiście dobermany!) z ADHD...

Grałem mniej więcej godzinę, ale nie uważam, że to krótko, aby móc napisać jakąkolwiek opinię. Ryuko No Ken Nekketsu właśnie jest idealnym tytułem na krótkie posiedzenia - bo później po cichu wkrada się znużenie. Przynajmniej ja to tak odebrałem. Możliwe, że osoby kochające retro nie będą mogły oderwać się od gry, która przecież jest normalnym modem BoRa, a nie pełnowymiarową produkcją.

Aha, zanim postawię kropkę kończącą ten artykuł, muszę powiedzieć, że grałem samemu. Jakoś nie miałem dziś okazji, aby zaprosić znajomego maniaka gier, toteż RNKN mogło mnie po pewnym czasie znudzić. A nie od dziś wiadomo, że co-op to zawsze najmocniejszy punkt chodzonych bijatyk - zwłaszcza, gdy obok siedzi równie utalentowany kolega i nerwowo klnie po sprytnym zagraniu przeciwnika sterowanego przez konsolę.

Kilka słów na zakończenie - gra jest zaskakująco dobra, jak na fanowski produkt. Polecam głównie osobom, które z łezką w oku wspominają wielogodzinne sesje z grami od Technosu na Pegasusie. Innych może zwyczajnie odrzucić staroszkolna oprawa. Niemniej jednak, warto sprawdzić niezależnie od gustu. 

Warto zajrzeć:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz