_

poniedziałek, 25 października 2010

Jak to jest możliwe?!

Mój pierwszy numer miesięcznika PE - numer sześćdziesiąty czwarty dokładnie - jest dla mojej osoby nadzwyczajny. I nie chodzi tylko o to, że właśnie był to pierwszy numer, jaki kupiłem, wszak to jest oczywiste. Dokładnie w nim przeczytałem pierwszy raz o grze zwanej Ikaruga, której redaktor Majk (doskonale znany z serwisu DCFans) wystawił wysoką notę - ósemkę z minusem. Chwalił przede wszystkim świetny, wręcz innowacyjny system gry oraz bardzo dobrą oprawę audiowizualną. Czytając teraz ten tekst jestem pewien, że ocena nie była dobra i w stu procentach nie oddawała jakości gry spod igły Treasure. Ale można to chyba wybaczyć autorowi recenzji - wszak była to jego pierwsza publikacja na łamach najlepszej moim zdaniem gazety o grach wideo w Polsce.

Cechą charakterystyczną Ikarugi jest z pewnością wysoki poziom trudności. Znam kilka mało ambitnych osób, dla których owa gra wydawała się zbyt trudna. Fakt - shmup ten zdecydowanie nie należy do najłatwiejszych gier na DeCe, jednak przy odrobinie samozaparcia i odpowiednich umiejętnościach manualnych z powodzeniem można go zaliczyć. Mi akurat udało się to zrobić po kilku godzinach. Z tego faktu byłem niesamowicie dumny, a same napisy końcowe obejrzałem z olbrzymią satysfakcją. Skoro ja czułem się dumny jak paw, to co musiał poczuć autor niniejszego filmiku, który przeszedł samemu pierwszą planszę w trybie dwuosobowym?



Szacunek - nic innego nie ciśnie mi się na usta. Jeżeli ktoś przejdzie w ten sposób choćby wstęp do pierwszego levelu, ma u mnie duże piwo. Oglądając powyższy filmik, zastanawiałem się - jak to jest możliwe? Jak człowiek może mieć tak podzielną uwagę w grze, która stanowi wyzwanie już w trybie Single Player?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz