_

sobota, 24 października 2009

Puyo Puyo Fever – recenzja



Trzeba to głośno powiedzieć – SEGA elegancko zachowała się wobec posiadaczy Dreamcasta po zaprzestaniu jego produkcji. Nie tylko skończyła niemal wszystkie rozpoczęte projekty (np. Shenmue 2, Outtrigger), ale również karmiła swoją ostatnią konsolę nowymi grami. Nawet w 2004 roku – prawie trzy lata po wycofaniu ze sprzedaży – Makaron otrzymał kilka grywalnych pozycji. Co prawda celowały one w japońskiego Gracza, jednak nie przeszkadzało to fanom z innych części świata świetnie się przy nich bawić. Doskonałym tego przykładem jest Puyo Puyo Fever, kolejna odsłona lubianej w KKW serii gier logicznych.



Do znanego schematu (ustaw obok siebie przynajmniej cztery klocki tego samego koloru, a te przeskoczą na ekran przeciwnika, barwiąc się na biało i uniemożliwiając układanie reszty) Sonic Team dorzucił nowy patent, dzięki któremu rozgrywka staje się bardziej atrakcyjna. Fever odpala się po zapełnieniu stosownego paska na kilkanaście sekund. W tym czasie należy wykonać jak największą reakcję łańcuchową, która sprawi, że pole rywala zostanie zapełnione przez bezbarwne klocki. Efektem tego może być twoja natychmiastowa wygrana, choć niekoniecznie. Wszystko zależy od tego, czy poziom kolorowych elementów przebije górną granicę obszaru twojego przeciwnika. Oczywiście może i zdarzyć się odwrotnie, o co zadbają sterowani przez konsolę konkurenci. Muszę w tym miejscu przyznać, że twoja wygrana nie jest zawsze oczywista. Zwłaszcza można to odczuć na zaawansowanym stopniu trudności.

Trybów zabawy nie jest dużo i na tym polu Puyo Puyo Fever wyraźnie przegrywa z najnowszym Wind & Water: Puzzle Battles. Obecny jest tylko Single Player, Multi Player, Mission Mode i... to wszystko. Pierwsze dwie opcje chyba nie muszą być przeze mnie opisywane – nazwa mówi za siebie. Jednak trzecia z kolei wymaga wyjaśnienia. Za nazwą Mission Mode kryje się taki tryb zabawy, w którym należy wykonywać z góry określone zadania. Gra może nam nakazać stworzenie potrójnego łańcucha lub jednoczesnego skasowania powiedzmy siedmiu kolorowych elementów. W teorii nie brzmi to jakoś szczególnie opornie, jednak w zaliczaniu kolejnych misji przeszkadza bariera językowa. Pozycja Sonic Team została stworzona wyłącznie z myślą o małych, skośnookich braciach, a więc wszystkie menusy i dialogi są napisane w kanji. Zwykły Polak, którego największym wyczynem w dziedzinie lingwistyki było poznanie w stopniu podstawowym języka angielskiego, nic nie zrozumie. Ja jednak miałem to szczęście, że przed kilkoma miesiącami zetknąłem się z wersją tej gry na Game Boya Advance (która notabene jest wręcz identyczna z resztą), w związku z czym po chwili zorientowałem się w opcjach.


Przytoczone wcześniej dzieło Yuan Works i w dziedzinie oprawy prześciga Puyo Puyo Fever. Tytuł Niebieskich jest po prostu nazbyt prostacki graficznie i oferuje marnej jakości wizualia. Niby wszystko jest ładne, wręcz schludne, jednak to tylko pozorne wrażenie. Bardzo spodobało mi się jedynie animowane tło ekranu podczas odpalonego Fever. Audio moim zdaniem nie spełnia „wymogów UE” – dość powiedzieć, że bardzo się zdenerwowałem po usłyszeniu setny raz tego samego jęku głównej bohaterki.



Pomimo niewielu trybów i słabej grafiki nie mogę zmieszać tej gry z błotem. Powód jest taki, że bawiłem się przy niej całkiem nieźle i dała mi ona kilka godzin świetnej zabawy. I nawet nie zmuszałem się, by ją po raz kolejny wkładać do czytnika konsoli. Muszę przyznać jednak, że przy W&W pozycja Sonic Team wypada co najmniej blado i jeżeli miałbym wybrać pomiędzy nimi, sięgnąłbym po grę od puertorykańskich wirtuozów. [Tomcio]



Moja ocena: 7 -

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz