_

poniedziałek, 21 września 2009

The Grinch – perełka zapomniana przez czas




O filmie o przygodach Grincha, za wszelką cenę próbującego zniszczyć zbliżające się Święta Bożego Narodzenia słyszeli pewnie wszyscy. Ale o grze na jego motywach – nie sądzę. Powiem Wam, dlaczego. Bo w grze nie występował słynny Jim Carey – oto ów powód. Nie wierzycie? To powiedzcie mi, z jakiej paki tak świetny tytuł nie zdobył sławy pośród Graczy?


The Grinch swoją premierę miał tuż przed pojawieniem się swojego pierwowzoru na srebrnym ekranie. Miało to miejsce gdzieś w czwartym kwartale roku 2000. Jako że wówczas na rynku liczyły się dwie konsole (DC oraz PSX), gra trafiła na jedną i drugą. Wydaniem zajęła się firma Konami, znana m.in. z patronatu nad serią PES, Castlevania czy MGS. Ale do rzeczy, bo wstęp dłuży się już niemiłosiernie, a ja nawet nie wspomniałem, czym ten The Grinch jest w istocie.




A jest naprawdę świetnie przemyślaną platformówką TPP. Oczywiście kierujemy tytułową postacią, zaś naszym zadaniem jest – zupełnie jak w wersji kinowej – zniszczenie Świąt Bożego Narodzenia. Raz na jakiś czas będziemy mieli szansę pobiegać jedynym przyjacielem zielonego stwora, Maxem. Należy on do istot czworonożnych, w związku z czym zmieści się tam, gdzie jego pan nawet nie wetknie nosa. Ich wspólna pomoc jest nieodzowna w zaliczaniu kolejnych, notabene bardzo ciekawych misji. Trzeba jednak napisać, że to w skórze Grincha Gracz spędza najwięcej czasu. Wynika to pewnie z ograniczonych możliwości psiaka – kiedy ten potrafi tylko biegać i szczekać, zielony stwór zarówno biega, ale też potrafi pływać, strzelać z różnych broni, latać i wspinać się. A, i na dodatek lubi bekać. Może to wydawać się dziwne, ale nawet owa ostatnia umiejętność jest przydatna w zaliczaniu następnych zadań. Te bowiem są naprawdę zakręcone, pełne humoru i... logiczne. Mimo że czasem coś wydaje się niespójne, po krótkim przemyśleniu całej sprawy wszystko staje się klarowne.




The Grinch nie jest przecież stworzony na modłę przygód Crasha, gdzie zmierzamy cały czas przed siebie i nie mamy żadnej wolności wyboru. Tutaj zamiast następujących po sobie krótkich etapów mamy zaledwie cztery w pełni otwarte światy. Chcemy wykonać zadanie numer trzy? Nie ma sprawy. Oznacza to, że wcale nie musimy przechodzić gry w taki sposób, jaki wymyślili sobie jej twórcy.
Owe światy nie są w żadnym stopniu podobne do siebie i co rusz zadziwiają Gracza swoją niepowtarzalnością. Teraz jesteśmy w samym sercu małego miasteczka, by za chwilę przenieść swój zielony tyłek nad ładne jeziorko. W każdym świecie mamy do wykonania sześć zadań, jednak nie da rady przejść ich wszystkich za jednym zamachem. Wymagane są bowiem specjalne urządzenia, które można znaleźć w innych etapach. Dopiero po ich znalezieniu trzeba wrócić do levelu poprzedniego. Backtracking? Tak, ale nie taki uciążliwy, jakby mogło się z pozoru wydawać.


Najgorszą stroną gry jest oprawa graficzna. Developer najwyraźniej przepisał kod z wersji na PSX, czego wynik nie może być oczywiście pozytywny. Mamy więc słabej (to i tak złe określenie – najbardziej pasuje tutaj słowo ‘żadnej’) jakości tekstury, podobnej klasy animację... Pewnie autorzy mieli ograniczony budżet, bo gdyby było inaczej, w pełni zostałby wykorzystany potencjał Dreamcasta. Za to należy pochwalić oprawę audio, która jest chyba identyczna względem odpowiednika kinowego. Jest ten sam lektor, jest ten sam motyw przewodni oraz wszelkie odgłosy wydawane przez Grincha.


Gdyby nie marna grafika, mielibyśmy naprawdę wymarzoną platformówkę. A tak, gra jest „tylko” dobra, co i tak jest ogromną niespodzianką. W dużej części przypadków gry wideo na podstawie filmów są przecież tragiczne. The Grinch wyłamuje się z tego nurtu i potrafi solidnie wciągnąć na długie godziny zabawy. Ja przy nim spędziłem około 25 godzin, a to chyba wystarczająca rekomendacja. Jest jeszcze jednak coś, co potrafi odrzucić, a mianowicie brak systemu podpowiedzi. Nieraz jest tak, że biegamy w kółko, szukając prawidłowego sposobu. I za to (niestety!) muszę obniżyć ostateczną ocenę, która – gdyby nie to – byłaby naprawdę wysoka. [Tomcio]

Moja ocena: 7+

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz